Twierdza Wisłoujście w Gdańsku 29.07.2016

29.07.2016 Źródło: www.zwiedzaczek.com.pl

W Gdańsku nad Martwą Wisłą w miejscu gdzie dawniej rzeka uchodziła do Zatoki Gdańskiej znajduje się zabytkowy budynek – Twierdza Wisłoujście. Usytuowana jest w niewielkiej odległości od osiedla Wisłoujście, Westerplatte oraz Portu Północnego.
Historia tego miejsca sięga aż czasów krzyżackich ( XIV w.). Już w tamtym okresie dokładnie w tej lokalizacji znajdowała się drewniana wartownia – doszczętnie spalona w 1433 roku przez husyckie sierotki. W późniejszym czasie ( w roku 1482 ) wybudowano tutaj ceglaną wierzę z latarnią. Jej zadaniem była kontrola ruchu statków na rzece i pilnowanie dostępu do gdańskiego portu.

Miejsce kampanii wojennych

Wokół wieży powstał wieniec artyleryjski, a następnie całość ufortyfikowana została czterobastionowym fortem. Twierdza wielokrotnie stawała się obiektem kampanii wojennych. Bezskutecznie oblegał ją Stefan Batory, w czasie trwania bitwy pod Oliwą z tego miejsca ostrzeliwane były siły szwedzkie, zdobyć twierdzę próbowały wojska rosyjsko- saskie, pruskie a nawet Napoleon.

Więzienie i klub żeglarski

Budynek niegdyś powstał na styku morza i rzeki jednak w wyniku działania żywiołu znalazł się około 500 metrów od brzegu. Pod koniec XVIII wieku funkcje obronne przejęły pruskie fortyfikacje na Westerplatte i Szaniec Mewi. W XIX wieku twierdza pełniła rolę więzienia, zaś w okresie międzywojennym była siedzibą klubu żeglarskiego.
Pod koniec wojny w wyniku działań Armii Czerwonej uległa znacznemu zniszczeniu i po dzień dzisiejszy nie została w pełni odbudowana. W roku 1974 Twierdza Wisłoujście stała się jednym z oddziałów Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. Jej niezwykła wartość historyczna sprawiła, że została wpisana na listę World Monuments Watch czyli stu najbardziej zagrożonych na świecie zabytków.

Materiały wykorzystane do budowy

W trakcie budowy twierdzy korzystano z rozmaitych materiałów oraz technik a także wykorzystywano najróżniejsze style architektoniczne – od gotyku wzwyż. To niezwykłe bogactwo elementów należących do różnych epok wynika z faktu iż obiekt ten był wielokrotnie odbudowywany po zniszczeniach doznanych w trakcie działań wojennych.

Kazimierz Dolny: perła wśród wąwozów. 16.07.2016

16.07.2016 Autor: PGoz Źródło: superbiz.se.pl

Kazimierz Dolny jest znanym letniskiem, ma wręcz grono wyznawców. Poza unikalnym położeniem i walorami przyrodniczymi miejscowość przyciąga renesansową architekturą i ciekawymi wydarzeniami kulturalnymi.

Najsłynniejszy w Kazimierzu Dolnym jest festiwal filmowy, obecnie funkcjonujący pod nazwą Dwa Brzegi i organizowany przez byłą gwiazdę TVP, prezenterkę Grażynę Torbicką. Po piętach depcze mu Kazimiernikejszyn, festiwal muzyczny robiony oddolnie, inspirowany miłością do Kazimierza, a kojarzony z dwoma postaciami – Włodkiem „Paprodziadem” Dembowskim i Michałem Niewęgłowskim. Oprócz jest m.in Pardes Festiwal, czyli „spotkania z kultura żydowską” czy „Dźwięki z korzenia” – festiwal gry na instrumencie didgeridoo.

Ale bez hucznych wydarzeń miasto jest godne odwiedzin , zwiedzenia wąwozów i obejrzenia pejzażu zakola Wisły ze skarpy. Baza noclegowa jest wyjątków rozwinięta. W położonym na rynku Domu Architekta nocleg kosztuje od 220 do 380 złotych, w cenie śniadanie. W leżącym przy nadwiślanym bulwarze pensjonacie Austeria pokoje kosztują od 160 złotych po 310, a w ofercie jest jeden wielki 6 osobowy za 480 złotych. W obiekcie jest nawet basen.

Przebojem ostatnich lat są noclegi w spichlerzach, których kiedyś w Kazimierzu było 60. W hotelu „Spichlerz pod Żurawiem” apartamenty dwupokojowe można znaleźć już od 225 złotych. Przy innym hotelu, o nazwie „Spichlerz”, dawnym ośrodku PTTK, znajdziemy pole namiotowe w cenie 12 złotych od głowy plus 12 złotych za parkowanie samochodu. W Kazimierzu Dolnym znajdziemy też szeroki przekrój kawiarni i restauracji, np. Kawiarnia Rynkowa czy Artystyczna, restauracja gruzińska Batumi przy Małym Rynku, czy legendarna Korzeniowa.

Dodając do tego wycieczki – piesze albo samochodami terenowymi – po wąwozach, zwiedzanie ruin zamku czy wnętrz synagogi, czy choćby niedalekiego kamieniołomu. A jak nie zdążymy latem, to zima jest równie atrakcyjnie.

Wrocław: Pomnik Diany już stoi w parku Szczytnickim 10.09.2015

 

10.09.2015 Autor: Grzegorz Demczyszak Źródło: Gazeta Wrocławska 

Zwiedzanie Wrocławia

Diana – rzymska bogini łowów i przyrody wróciła na swoje miejsce. Do 1945 roku stała w parku Szczytnickim. Odsłonięcie zrekonstruowanego pomnika obserwowało prawie 200 osób: przedstawiciele środowisk łowieckich, miłośnicy historii Wrocławia i uczniowie z wrocławskich szkół.

Rekonstrukcji pomnika podjęli się wspólnie Towarzystwo Miłośników Wrocławia, Polski Związek Łowiecki i miasto Wrocław, a swój wkład finansowy mieli także wrocławianie, którzy wsparli projekt dobrowolnymi datkami. – To kolejny sukces wrocławian. Gdyby nie oni, rzeźba w ogóle by nie powstała. Darczyńcy w pełni pokryli koszty rekonstrukcji i udowodnili, że kochają Wrocław i jego sztukę – mówił podczas uroczystości odsłonięcia pomnika wiceprezydent Adam Grehl.
W 1945 roku figura znikła w niewyjaśnionych okolicznościach. Do tego czasu stała przy dzisiejszym skwerze Zbyszka Cybulskiego przez 47 lat. W zeszłym roku Towarzystwo Miłośników Wrocławia, zwróciło się do prezydenta Wrocławia z prośbą o pomoc w odtworzeniu rzeźby. Magistrat postanowił, że będzie to inicjatywa czysto społeczna. – Mam nadzieję, że Diana będzie cieszyć wszystkich spacerujących po parku wrocławian. To miejsce czekało na nią przez 70 lat – podkreślał wiceprezydent Grehl.

Rekonstrukcji rzeźby dokonał Ryszard Zarycki. – Wydaliśmy 8000 cegiełek. Projekt miał wielkich sponsorów, jak i drobnych darczyńców. Każda złotówka przyczyniła się do tego sukcesu. Uzbieraliśmy łącznie 290 tys. zł – wylicza przewodniczący Towarzystwa Miłośników Wrocławia Zbigniew Magdziarz.

Pomnik Diany, a właściwie Grupa Diany, jak nazywano przed wojną pomnik, był autorstwa Ernsta Segera. Stał w parku Szczytnickim u zbiegu ulic Mickiewicza i Wróblewskiego. Antyczna bogini trzymała w ręku włócznię i towarzyszyły jej dwa psy myśliwskie. Wbiegała na cokół ułożony z głazów, które imitowały górski krajobraz. Wokół zasadzono drzewa iglaste i roślinność alpejską. Tę część parku nazywano nawet Ogrodem Diany. Dziś bogini towarzyszą rzeźby ogarów polskich.

 

Tropem historii Pomorza Zachodniego: Niechorze i Trzebiatów 05.08.2015

 

05.08.2015 Autor: Bartek Kaftan Źródło: www.podroze.pl

W obu niepozornych miejscowościach tropienie historii Pomorza Zachodniego dostarcza mnóstwa przyjemności. Jej ślady widać niemal na każdym kroku.
Dwunastkę na Morzu Bałtyckim przeżyłem. Na pełnomorskim kutrze się pływało, nawet trzydzieści mil w Bałtyk wychodziliśmy – wspomina z dumą barczysty rybak. Dziś już nie łowi. Sprzedał kuter i w porcie w Dźwirzynie założył małą wędzarnię ryb. Mówi, że takich jak on jest więcej. Wielu zachęciły oferowane przez Unię Europejską odprawy, swoje zrobiły też ponoć limity połowów. Przy betonowym nabrzeżu cumuje tylko kilka niedużych kutrów. Wystrzępione chorągiewki trzepoczą na wietrze, ponad spłowiałymi od słońca i soli linami. Podobny widok wita nas w sąsiednim Mrzeżynie – tylko trzy czy cztery macierzyste kutry, poza tym pojedyncze ze Świnoujścia, Ustronia Morskiego, a nawet dalekiej Jastarni.
W Niechorzu, kolejnej z miejscowości nad
Morzem Bałtyckim, utworzono nawet Muzeum Rybołówstwa, jakby w obawie, że ten prastary fach popadnie wkrótce w zapomnienie. W zabytkowej willi można zobaczyć najróżniejsze rodzaje sieci, przyrządy nawigacyjne, a nawet piasek z plaż Goa, Australii, Beninu, Azorów czy swojskiego Bornholmu.
Z wystawionych za szkłem dokumentów spoglądają uwiecznione na czarno-białych fotografiach twarze
bałtyckich rybaków. Nie wszystko zamknięto w muzealnych gablotach. Z Niechorza na połowy wyruszają jeszcze dwie załogi. Nie ma tu typowego portu. Traktor z doczepioną stalową liną wyciąga wprost na plażę wysłużone kutry – NIE 4 i NIE 20, jeden zielony, drugi żółty. Kolor burt i sterówki to kwestia upodobań kapitana, ale barwę chorągiewek na bojach, do których przymocowane są sieci, precyzyjnie określają przepisy. Te z czarnymi to sieci denne, można spokojnie przepływać górą, na czerwone trzeba uważać, mogą się wkręcić w śrubę fachowo objaśnia długowłosy rybak i odcina łeb kolejnej flądrze.

XIX-wieczna latarnia morska

Z przystani rybackiej ruszamy plażą na zachód, a po chwili zakosami wspinamy się na stromy, porośnięty lasem klif. To tu wznosi się symbol Niechorza – latarnia morska. Wybudowali ją w 1866 r. Niemcy, by wypełnić lukę w systemie nawigacyjnym między Świnoujściem, a Kołobrzegiem. Ośmioboczna wieża, wyrastająca z ceglanego budynku z zielonymi okiennicami, uchodzi za jedną z najpiękniejszych latarni w polskiej części wybrzeża Bałtyku. W sezonie setki turystów wspinają się po przeszło 200 stopniach na taras, by podziwiać widok na morze, wydmy, klify i przybrzeżne jezioro Liwia Łuża. Maleńkie, pękate kutry na plaży wyglądają stąd jak rozrzucone w piasku zabawki.

Trzebiatów

To nie pierwsza latarnia morska w tych stronach. Aby zobaczyć dawniejszą, jedziemy do Trzebiatowa, miejscowości położonej prawie 10 km od brzegów Morza Bałtyckiego. Przed wiekami na dzwonnicy tutejszego kościoła pw. Macierzyństwa NMP rozpalano światło, które wskazywało kapitanom statków drogę do portu.
Mierząca 90 metrów wieża i potężna bryła świątyni wyraźnie dominują nad resztą zabudowań i już z daleka przypominają przyjezdnym, że prowincjonalny dziś Trzebiatów był dawniej jednym z najważniejszych miast Pomorza. Wrażenie to potęguje okazały rynek. Ratusz z wieżą zegarową otaczają kilkusetletnie kamieniczki z ozdobnymi szczytami, o żółtych, zielonych, różowych fasadach.

Baszta i mury z XIV wieku

Spacerujemy po placu, zaglądamy w zaułki, wreszcie jedną z pustych, wąskich uliczek docieramy pod Basztę Kaszaną i mury miejskie z XIV w. Trzebiatów rywalizował wówczas z sąsiednimi Gryficami o kontrolę nad szlakiem żeglugowym na Redzie. Spoglądając na potężne fortyfikacje, aż trudno uwierzyć, że wzniesiono je z powodu zatargu o leniwie płynącą w dole rzekę.

Najstarsza apteka na wybrzeżu i nietypowe sgraffito

Ale w Trzebiatowie wiele kamienic i świątyń skrywa tajemnice, których na pierwszy rzut oka nie zdradza ich współczesny wygląd. Przy rynku, pod numerem 5, wciąż działa najstarsza ponoć apteka nad Bałtykiem, a w niepozornej kaplicy św. Ducha w 1534 r. obradował sejm, który uchwalił wprowadzenie protestantyzmu w całym Księstwie Pomorskim.
Na bocznej ścianie kamienicy pod numerem 26 nieznany artysta uwiecznił inny epizod z dziejów miasta. Czarno-białe sgraffito przedstawia słonicę z odrobinę za małym łbem i potężnym zadem. Słonica Hansken urodziła się na Cejlonie. Do Europy trafiła jako podarunek dla władcy Niderlandów. Fryderyk nie wiedział, co począć z tak osobliwym prezentem.
Użytek z egzotycznego zwierzęcia zrobił dopiero pewien treser. Jego także uwiecznił trzebiatowski malarz – stoi obok Hansken, która sięga po leżący na ziemi rapier. Słonica świetnie władała bronią. Najwyraźniej to właśnie numer z fechtunkiem był gwoździem programu podczas występu w Trzebiatowie w 1639 r. Ciekawe, czy Hansken zaprezentowała też inne sztuczki? Potrafiła ponoć strzelać z muszkietu, wymachiwać flagą, podnosić trąbą pieniądze.

 

Krosno Miasto Szkła. 26.12.2014

26.12.2014  Źródło: infooko.pl

W 2012 roku miasto to uzyskało miano „Miasta szkła”, a to dlatego, że na jego terenie znajduje się jedna z najbardziej znanych i rozpoznawalnych na rynku polskim i europejskim hut szkła. Krosno, pięćdziesięciotysięczne miasto w województwie podkarpackim, jest dzisiaj utożsamiane właśnie z wyrobami ze szkła. Krosno znalazło się na 6 miejscu w rankingu polskich miast, w których żyje się najlepiej.
Historia Krosna jest bardzo ciekawa. Na jego terenie odnaleziono ślady obecności ludzi sprzed 6000 lat, a pierwsze udokumentowane osady ludzkie datowane są na okres panowania pierwszych Piastów, czyli na początek historii państwa polskiego. Do dnia dzisiejszego nie są jasne korzenie nazwy miasta. Przyjmuje się, że pochodzi ona od niemieckiej nazwy Krossen. Inni badacze uważają, że nazwa pochodzi od słowa krosna tkackiego, a jeszcze inni, że od „krosty”, „krostowatości”, co oznacza nierówność terenu, na którym usytuowano pierwszą osadę.
Nie jest znana data pierwszej lokacji miasta. Przypuszcza się, że jest ona wcześniejsza niż 1367 rok, z którego pochodzi zachowany dokument króla Kazimierza Wielkiego mówiący o sprzedaży wójtostwa krośnieńskiego. Przyjmuje się, iż dokument ten był wzorowany na wcześniejszym, zatem miasto jest starsze niż ów rok. Przyjmuje się jednak, iż należy datować je na XIV wiek, kiedy to nadano mu prawa miejskie na zasadach prawa magdeburskiego, jednocześnie sprowadzając liczną grupę niemieckich osadników. To w tym okresie rozpoczęto wznoszenie kamiennych fortyfikacji, które miały objąć całe miasto. Dzieło zostało dokończone za czasów Władysława Jagiełły. Do miasta można było się dostać dwiema bramami: Węgierską – od południowego wschodu oraz Krakowską – od północno zachodniej strony. Zapewnienie bezpieczeństwa stworzyło warunki do rozwoju rzemiosła i handlu.
Krosno zostało znaczącym ośrodkiem produkcji płócien i barchanów, dzięki licznym rzemieślnikom, piekarzom, szewcom, krawcom i sukiennikom, którzy ukonstytuowali swoje cechy. Miasto miało także wodociągi i kanalizację.
Rozwój miasta oprał się także o handel, który zwłaszcza w XV wieku bardzo się rozwinął. Dzięki wymianie towarów oraz położeniu – leżało na drodze tranzytowej – jego mieszkańcy wzbogacali się i chętniej wspierali kulturę i rozwój miasta. Wiek XVI był najpomyślniejszym dla Krosna, kiedy to miasto „wzbogaciło się” o cegielnię, młyn, łaźnię, a także posiadało własną komorę celną i prawo składania towarów.
Trudne czasy nadeszły dla miasta w drugiej połowie XVII wieku. Najazdy wojsk szwedzkich, klęski żywiołowe, zarazy, rekwirunki wojenne sprawiły, że miasto bardzo podupadło. Okres rozbiorów Polski był okresem zubożenia miasta. Jedyną siłą napędową miasta było tkactwo, a uprawa konopi i lnu dawała możliwość pracy wielu osobom. Dopiero druga połowa XIX wieku pozwoliła powoli dźwignąć się miastu. Wielki wpływ na to miał rozwijający się przemysł naftowy. W 1856 roku Ignacy Łukasiewicz z partnerami założył pierwszą spółkę naftową. Przypływ zagranicznego kapitały został wywołany przez wzniesienie rafinerii w Chorkówce. Tendencja rozwojowa utrzymała się do wybuchu I wojny światowej. W wyniku działań wojsk zarówno austriackich jak i carskich, miasto doznało mocnego uszczerbku. Okres międzywojenny przyniósł miastu „przebranżowienie”. W 1923 roku powstały Polskie Huty Szkła S.A. Rozpoczęto także budowę lotniska i przeniesiono szkołę lotniczą z Bydgoszczy. I kiedy miast rozpoczynało swój powrót do dawnej świetności, wybuchła II wojna światowa, przynosząc znów dotkliwe zniszczenia i straty w ludności.
Obecnie miasto słynie głównie z wyrobów szklanych i nazywane jest miastem szklanym.

Na Podkarpaciu kwitnie turystyka winiarska 16.06.2014

16.06.2014 Autor: PAP Źródło: www.portalspozywczy.pl

Połowa spośród ponad 150 winnic na Podkarpaciu przyjmuje turystów. Miejscowi winiarze turystom podróżującym w regiony winiarskie oferują m.in. zwiedzanie winnic oraz degustacje – poinformowała sekretarz Stowarzyszenia Winiarzy Podkarpacia Ewa Wawro. Turystyka winiarska w naszym regionie pojawiła się dopiero kilka lat temu, jednak zainteresowanie podkarpackimi winnicami rośnie z roku na rok” – powiedziała Wawro. Dodała, że enoturystów, czyli turystów zwiedzających regiony winiarskie, w winnicach południowo-wschodniej Polski „można spotkać codziennie”. „Niektóre spotkania są wcześniej zaplanowane, ale wielu gości z kraju i zagranicy zagląda do nas np. przy okazji pobytu w Bieszczadach, czy Beskidzie Niskim” – zaznaczyła sekretarz SWP. Kilka winnic oficjalnie już sprzedaje swoje wyroby. Kolejnych kilka załatwia formalności i w przyszłym roku będzie mogło już sprzedawać wino z tegorocznych zbiorów. Według Wawro, winiarze nie mają problemów ze sprzedażą wina. „Przyjeżdżają do nas enoturyści nastawieni nie tylko na degustacje, wielu z nich nasze wina chce kupić i zaprezentować swoim znajomym. Chcą pokazać, że polskie wina w niczym nie ustępują tym wytwarzanym w starych krajach winiarskich. Nasze wina są typowe dla klimatu; określamy je mianem win północnych” – zauważyła. Dariusz Rosół, właściciel winnicy z okolic Przeworska, miał obawy czy jego gospodarstwo będą odwiedzać turyści. „Jednak z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że wciąż mam za mało wina, aby sprostać oczekiwaniom” – przyznał. Enoturystom podkarpaccy winiarze oferują m.in. zwiedzanie winnic, rozmowy o uprawie winorośli, produkcji win oraz ich degustacje. Niektóre winnice oferują noclegi i wyżywienie. Na Podkarpaciu jest ponad 150 winnic. Liczą od kilku arów do dwóch – trzech hektarów, przy czym przeważają winnice o powierzchni 20-40 arów. W regionie uprawia się winorośl m.in. w okolicach Jasła, Krosna, Strzyżowa i Rzeszowa. Przeważają odmiany odporniejsze, sprawdzone w lokalnym klimacie, m.in.: seyval blanc, hibernal, bianca, jutrzenka, johanniter na białe wina i rondo, regent, marechal foch i leon millot na czerwone. Początki uprawy winorośli na obszarze dzisiejszego Podkarpacia sięgają X-XI wieku. O rozpowszechnieniu upraw winorośli w dawnych wiekach świadczą np. lokalne nazwy geograficzne, jak Winna Góra, Winnica czy Winne, szczególnie liczne na pogórzach karpackich. Winiarstwo na tych terenach stopniowo zanikało w XVI i XVII stuleciu, w dużej mierze za sprawą konkurencji win węgierskich, które wówczas zaczęły być masowo przywożone do Polski. Uprawa winorośli powróciła na Podkarpacie w połowie lat 80. ubiegłego stulecia. Pierwsza winnica powstała w Jaśle.

Atrakcje Gór Świętokrzyskich – Święta Katarzyna 25.09.2013

25.09.2013 Źródło:  www.e-gory.pl

Góry Świętokrzyskie, niesłusznie pomijane przez turystów krajowych i zagranicznych, mają do zaoferowania wiele atrakcji: ciekawe, a nietrudne do pokonania szlaki pieszych wędrówek, piękne krajobrazy, wiele zabytkowych budowli i muzeów. Warto je poznać.
Nazwa „Góry Świętokrzyskie” – wywodzi się od relikwii Świętego Krzyża, które zostały zdeponowane w klasztorze na Łysej Górze. Tutaj odnajdziesz źródło powyższych informacji. Centralnym punktem Gór Świętokrzyskich jest Łysica, największe wzniesienie. Ma 612 m n.p.m. Każdy więc, bez względu na stopień sprawności fizycznej, może zdobyć ten szczyt. Tak więc trzeba pojechać do Świętej Katarzyny. Jest to mała wioska, przycupnięta u podnóża góry. Swoją nazwę wywodzi od figurki św. Katarzyny znajdującej się w miejscowym kościółku. Kościół jest częścią klasztoru. Obecnie w jego murach przebywają siostry bernardynki. Budynek został zbudowany w  II poł. XV wieku w miejscu – jak głoszą ludowe opowieści – pogańskiego miejsca kultu.  Był wielokrotnie przebudowywany, w XIX wieku uległ poważnemu pożarowi, więc z pierwotnego wyposażenia nic nie zostało. Nawet figurka św. Katarzyny jest kopią pierwszego posążku, który został podobno przywieziony z Afryki. Tylko pozostał niezmieniony wirydarz, otoczony krużgankami. Zachowuje cechy stylu renesansowego. Parafianinem tego kościółka był Stefan Żeromski, który jako dziecko i młodzieniec mieszkał w pobliskich Ciekotach.
Tuż przy klasztorze zaczyna się czerwony szlak na Łysicę. Tuż przy drodze stoi niewielka kapliczka, zwana kapliczką Żeromskiego. Jego nazwisko (oraz jego szkolnego kolegi) wydrapane przez niego osobiście w wieku kilkunastu lat na wewnętrznej ścianie owej kapliczki, chroni do dziś szklana tabliczka. Tuż obok niej dobrze zachowane są mogiły powstańców z roku 1863 i ofiar II wojny światowej. Jeszcze przed bramą do Świętokrzyskiego Parku Narodowego stoi postument z wyrytym wizerunkiem pisarza. Przy bramie należy zakupić bilet, jeśli turyści chcą wejść na Łysice. Natomiast gdy się chcą zatrzymać przy pobliskim źródełku, biletów nie potrzeba. To źródło oraz stojąca przy nim drewniana kapliczka noszą imię św. Franciszka. Legenda głosi, iż źródełko powstało z łez dziewczyny, mieszkanki potężnego zamku stojącego na szczycie Łysicy. Jej  starsza siostra zazdrosna o rycerza, który zakochał się w młodszej, próbowała ja otruć. Wówczas runął zamek, a pozostałe po nim ślady to gołoborze – skalne rumowisko. Pozostała przy życiu dziewczyna opłakiwała utratę siostry, ukochanego i zamku. Tak powstało źródło, którego wody podobno leczą choroby oczu. Codziennie tam przychodzą mieszkańcy wsi oraz turyści z pojemnikami na wodę. Woda jest czysta i zimna. Turyści wrzucają do źródła (niczym do fontanny di Trevi w Rzymie) monety na znak, że chcą tu kiedyś powrócić. Za kapliczką znajduje się już niemal prosta droga wiodąca na szczyt Łysicy.
W Świętej Katarzynie jest jeszcze jedna atrakcja. To Muzeum Minerałów i Skamieniałości znajdujące się naprzeciwko szkoły. Koniecznie trzeba tam wejść, by podziwiać wspaniałości natury: kryształy, krzemień pasiasty, amonity i inne. Przy odrobinie szczęścia można zobaczyć pokaz szlifowania kamieni jubilerskich oraz posłuchać ciekawej opowieści na ten temat.

nc

Warszawa. 200-letnie malowidła odkryte przy Krakowskim Przedmieściu 27.08.2013

27.08.2013 Źródło: http://warszawa.gazeta.pl

W niewielkim kościele Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny przy Krakowskim Przedmieściu odkryto stare polichromie. Część pochodzi z XIX w., ale niektóre pamiętają jeszcze XVII stulecie. Obecnie trwa ich konserwacja, którą finansuje Ministerstwo Kultury.
Na malowidła natrafili konserwatorzy podczas trwających od 2011 r. prac badawczych wewnątrz świątyni, prowadzonych pod nadzorem Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków. Specjaliści dokonali odkrywek w różnych częściach kościoła. W dolnych partiach ścian warstw jasnej farby wyłoniły się całkiem dobrze zachowane polichromie datowane na XVII w. Z kolei nad emporą (antresolą) i na sklepieniu – polichromie z XIX w. Są to m.in. różnobarwne bordiury (wymalowane na ścianach ozdobne ramy) oraz błękitne niebo nad głowami wiernych.
„Prace konserwatorskie rozpoczęły się w sierpniu tego roku. Obecnie konserwowany jest fragment XIX-wiecznej polichromii sklepienia, stanowiącej część historycznego wystroju malarskiego wnętrza z okresu, kiedy budynek był użytkowany przez Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności” – informuje Anna Magdalena Łań z wydziału prasowego warszawskiego ratusza.
Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP znajduje się w obrębie gmachu przy skwerze Hoovera należącego niegdyś do Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, a od łacińskiego napisu na attyce nazywanego najczęściej „Res Sacra Miser” („Biedny jest rzeczą świętą”). Ta klasycystyczna budowla z ok. 1820 r. wykorzystuje mury barokowego pałacu Adama Kazanowskiego – najbardziej imponującej rezydencji Warszawy pierwszej połowy XVII w. Zniszczony podczas potopu szwedzkiego pałac znalazł się w rękach rodziny Lubomirskich, która połowę gmachu przekazała na klasztor zakonowi sióstr karmelitanek bosych. To właśnie siostry przekształciły dawną kaplicę pałacową w kościół Niepokalanego Poczęcia NMP. Klasztor istniał tu do kasaty zakonu w 1818 r. Ich miejsce przy Krakowskim Przedmieściu 62 zajęło Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności. Dziś budynek podlega Caritasowi, a sam kościółek – ośrodkowi akademickiemu z pobliskiego kościoła św. Anny.
W tej chwili konserwowany jest fragment XIX-wiecznego malowidła na sklepieniu. Przyznana przez Ministerstwo Kultury dotacja w wysokości 100 tys. zł pozwala na konserwację 18 m kw. polichromii. Prace mają trwać do końca roku. Ratusz liczy na następne dotacje, które umożliwią kontynuowanie konserwacji kolejnych fragmentów malowideł. Same badania przeprowadzone w latach 2011-12 pod nadzorem Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków kosztowały 111 tys. zł.
Władze miasta zapowiadają, że odkryte polichromie staną się w przyszłości atrakcją turystyczną.
„Ujawnienie tych oryginalnych malowideł oraz rozpoczęcie prac niewątpliwie wzbogaci walory historyczne i artystyczne Traktu Królewskiego” – czytamy w informacji nadesłanej do „Gazety” przez Magdalenę Łań.

Udany rok Kopalni Wieliczka 04.12.2012

04.12.2012 Źródło: http://turystyka.wp.pl

Rok 2012 jest bardzo udany dla Kopalni Soli „Wieliczka” SA – uważa jej prezes Kajetan d’Obyrn. W poniedziałkowy wieczór, podczas podziemnych uroczystości barbórkowych, podsumował on dokonania władz kopalni z ostatnich miesięcy.
Do sukcesów prezes zaliczył otwarcie nowego szlaku turystycznego – „Trasy Górniczej”, ograniczane dopływu wód podziemnych oraz powitanie już w październiku milionowego turysty w 2012 r. „Miesiąc wcześniej niż w roku 2011, dwa miesiące wcześniej niż w 2010” – podkreślił.
„Modernizowaliśmy infrastrukturę techniczną pod ziemią i na powierzchni, prowadziliśmy prace rewitalizacyjne terenów kopalni. Zakończyliśmy również szereg ważnych przedsięwzięć, takich jak m.in. rekultywacja terenów po kopalni otworowej Barycz – dodał prezes d’Obyrn.
Biskup Jan Zając, który odprawił mszę św. w podziemnej kaplicy św. Kingi, rozpoczynającą poniedziałkowe uroczystości barbórkowe, przypomniał jak wielkie znaczenie ma wielicka kopalnia dla polskiego społeczeństwa. „To symbol i świadectwo wielowiekowego trudu, zaś kaplica św. Kingi jest czytelnym znakiem wiary górników, symbolem mającym wymiar ewangelizacyjnym” – mówił biskup.
Podczas Barbórki odczytano list prezydenta Bronisława Komorowskiego do górników wielickich, w którym wyraża on uznanie dla ich działań. Wielicka kopalnia działa nieprzerwanie od połowy XIII wieku. W ciągu siedmiu stuleci na dziewięciu poziomach sięgających do 327 metrów w głąb wydrążono 26 szybów i wybrano sól z 2040 komór. Pod Wieliczką powstał labirynt liczący prawie 300 km korytarzy.
Zorganizowany ruch turystyczny trwa w kopalni od końca XVIII w. Obecnie trasa turystyczna liczy 2,5 km długości i obejmuje ponad 20 komór. W 1978 r. kopalnia została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego Ludzkości UNESCO. Obecnie sól w Wieliczce uzyskuje się tylko poprzez utylizację zagrażających kopalni wód kopalnianych.

PAP

Sandomierz: 4 dni zabytków i atrakcji 04.12.2012

04.12.2012 Źródło: turystyka.wp.pl

Sandomierz, położony nad Wisłą w woj. świętokrzyskim, to jedno z najstarszych i zarazem najpiękniejszych polskich miast. Zachowało się tu ponad 120 zabytków architektury z różnych epok.
Do najwyższej klasy zaliczane są m.in. średniowieczny układ urbanistyczny oraz jeden z najstarszych obiektów ceglanych na terenie Polski – kościół św. Jakuba. Położenie na wzgórzach oraz nagromadzenie zabytków architektury sprawiło, że do miasta przylgnęło określenie „polski Rzym”.
Sandomierz to idealne miejsce na kilkudniowy wypad. Nagromadzenie zabytków i atrakcji sprawi, że pobyt w Sandomierzu na pewno będzie należał do niezapomnianych.
Sandomierz znany jest przede wszystkim z serialu „Ojciec Mateusz”. To tu powstała większość zdjęć plenerowych do produkcji o przygodach księdza-detektywa. Wyświetlany w telewizyjnej Jedynce od grudnia 2008 roku do lutego 2009 roku serial cieszył się popularnością widzów. Nic więc dziwnego, że PTTK postanowiło otworzyć tu specjalną trasę turystyczną „Na tropie Ojca Mateusza”, która szybko stała się hitem Sandomierza.
Zabytki, których nie można ominąć podczas wizyty w Sandomierzu to przede wszystkim  Brama Opatowska, renesansowy Ratusz, Katedra i Zamek pamiętające czasy Kazimierza Wielkiego oraz jedną z najstarszych szkół w Polsce – ponad czterystuletnie Collegium Gostomianum.
Atrakcją, która powinna się znaleźć na liście każdego turysty jest Podziemna Trasa Turystyczna – „sandomierskie lochy”, która jest jedną z najdłuższych podziemnych tras w kraju. System połączonych korytarzami piwnic i składów kupieckich powstawał od XIII do XVI wieku. Miasto leżało wówczas przy ważnych szlakach handlowych, jednak jego teren był ograniczony murami obronnymi, stąd konieczność przechowywania towarów pod ziemią.
Piwnice i składy wydrążono dosłownie pod całym miastem – pod budynkami, ulicami czy placami. Warstwa lessu pozwalała na dotarcie do głębokości nawet 15 m. Po końcu okresu intensywnego handlu podziemia stały się niepotrzebne – większość zasypano gruzem.
Udostępniony zwiedzającym odcinek Podziemnej Trasy Turystycznej został otwarty w 1977 roku i ma 470 metrów długości. Zwiedzanie jest możliwe wyłącznie z przewodnikiem i trwa około 45 minut. Rozpoczyna się na dziedzińcu zabytkowej kamienicy Oleśnickich w centrum miasta.
Sandomierz to także idealne miasto dla amatorów spędzania czasu na wolnym powietrzu. Niezwykle urokliwie położony nad Wisłą na siedmiu wzgórzach zachęca do spacerów o każdej porze roku. Warto również zajrzeć do położonego w granicach miasta rezerwatu przyrody „Góry Pieprzowe” czy „Park Piszczele”, który jest doskonałym miejscem do rodzinnego wypoczynku.

pw/if